Zaloguj się

Menu

Kursy internetowe

Trudności, talenty, mocne strony… pomaganie oparte na pozytywach

Wrocław zimą…. Od dobrych paru lat mam szczęście dość regularnie bywać w tym pięknym mieście o tej porze roku. A od dwóch lat to już wręcz rytuał: latam do Wrocławia, aby poprowadzić moduł na temat dysleksji rozwojowej w ramach studiów podyplomowych. Te studia to „Terapia pedagogiczna z Arteterapią”, zorganizowane przez fundację „Promyk Słońca”, we współpracy z wrocławską filią  Uniwersytetu SWPS. W listopadzie poprowadziłem moje zajęcia już po raz trzeci (OK, listopad to technicznie nie zima…. ale blisko 😊). Bardzo lubię to robić. Atmosfera jest miła, studenci są świetni, uczę się od nich — i mam powody sądzić, że oni uczą się ode mnie. Jedynym minusem jest chaos, nerwy i nieprzespane noce w ciągu dni poprzedzających zajęcia, kiedy przygotowuję się do nich — no ale to już osobny temat fatalnego zorganizowania mojej pracy…

 

Zaliczenie moich zajęć wymagało od studentów sporządzenia i wysłania krótkiej notatki na jeden z trzech zadanych tematów. Dwa pierwsze dotyczyły planowanych — lub już przeprowadzonych — innowacji pedagogicznych we własnej pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Trzeci temat — o którym więcej za chwilę — to refleksja na temat własnego rozumienia problemów dysleksji oraz wniosków, jakie z tej refleksji wypływają dla własnej pracy

 

Otrzymałem wiele ciekawych odpowiedzi. Do niektórych mam nadzieję wrócić na tym blogu, omawiając szerzej opisane w nich metody pracy. Dziś zacznę od przedstawienia w całości  (za zgodą autorki) jednej  nich. Cytuję ją z dwóch powodów. Po pierwsze, jako inspirującą historię sukcesu w pokonywaniu własnych trudności. Po drugie, jako świetną ilustrację zasady, o której tak wiele mówiłem na moich zajęciach: niech nasze pomaganie uczniom z trudnościami przede wszystkich odkrywa i rozwija mocne strony tych uczniów — i wykorzystuje te mocne strony jako oręże do walki z trudnościami. O tej arcyważnej zasadzie napiszę — mam nadzieję — jeszcze sporo na tym blogu; teraz jednak oddaję głos mojej kursantce:

 

 

 

Temat C) JAK ROZUMIEM  DYSLEKSJĘ – I CO Z TEGO WYNIKA DLA MOJEJ PRACY?

 

Jak rozumiesz dysleksję? Jak Twoje rozumienie tego problemu  zmieniło się w toku naszych zajęć oraz lektur im towarzyszących? Jaka ta zmiana może mieć wpływ na Twoją pracę?

 

Długo zastanawiałam się jak podejść do tematu pracy zaliczeniowej, tzn., którego tematu się podjąć, co i przede wszystkim jak napisać, żeby było dobrze. Nie powinno to być przecież dla mnie większym problemem- byłam przecież na zajęciach, czynnie w nich uczestniczyłam, zajęcia były ciekawe i bardzo merytoryczne a ja zrozumiałam zagadnienia i problemy na nich omawiane. Skąd, więc moje obawy? Problem leży u podstaw zagadnienia. Myślę, że jestem osobą ze specyficznymi trudnościami w czytaniu i pisaniu i mam nadal trudności w wypowiadaniu się w formie pisemnej. Z góry, więc przepraszam za liczne błędy, których, nie wyłapał i nie poprawił program.

 

Nie, nie jestem zdiagnozowana, mam 43 lata wiec w czasach mojej edukacji szkolnej niewiele jeszcze na ten temat wiedziano. ( Jeśli ma Pan ochotę może Pan spróbować podjąć się diagnozy mojego przypadku {#emotions_dlg.smile}

 

Mam nadzieję, że będzie to dla Pana w jakiś sposób edukacyjne/przydatne, jeśli po krótce przedstawię swój przypadek. Dla mnie jest to kluczowe, żeby odpowiedzieć na pytanie „Jak rozumiem dysleksję?”

 

Zacząć trzeba od tego, że gdyby nie cud, nie wiadomo jak szybko by się moja edukacja zakończyła.

 

Moje trudności pojawiły się w klasie 2-3 szkoły podstawowej, kiedy to było już normą u rówieśników, że czytali na głos bez większych kłopotów a ja jak miałam coś przeczytać w klasie na głos to albo płakałam albo starałam się wcześniej przeczytać dany tekst kilka razy w myślach, żeby w momencie jak przyjdzie moja kolei nie czytać go po raz pierwszy. Czytać sama w domu nie chciałam, nie sprawiało mi to żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie bardzo mnie to męczyło, czytałam wolno i czasami kilka razy każde zdanie, bo gubiłam wątek.

 

Pierwsze lektury – np. pamiętną „Awanturę o Basię” – czytała mi mama na wakacjach nad morzem, do dziś pamiętam ten wzrok i pytania innych dorosłych- „taka duża i nie czyta jeszcze sama?” Miałam wtedy 8 lat.

 

W szkole podstawowej nie przeczytałam sama żadnej lektury, która była by grubsza niż 10-20 stron, czyli tylko „Antek Muzykant” i „Nasza Szkapa” się chyba załapały. Czytałam streszczenia i dostępne, w tamtych czasach nieliczne, opracowania lektur. Nikt się nie zorientował. Robiłam liczne błędy ortograficzne, więc starałam się nie pisać wypracowań prawie wcale, jak trzeba było to przepisywałam teksty z książek lub od starszych koleżanek. Umiałam za to wypowiadać się lepiej niż pozostali uczniowie, miałam dobra dykcję i uczyłam się trudnych wierszy na pamięć, więc oceny z polskiego ratowałam nagrodami z konkursów recytatorskich. Chciałam nawet iść do szkoły aktorskiej.

 

Pani z matematyki czepiała się, bo nie używałam podanych wzorów i nie rozwiązywałam zadań wg. podanego przez nią schematu tylko sama coś wymyślałam, wynik się zgadzał, ale metoda — dla tej nauczycielki —była nie do zaakceptowania.

 

Zbliżał się egzamin do szkoły średniej. Ja chciałam iść do ASSA (Autorska szkoła Samorozwoju- pierwsza demokratyczna szkoła we Wrocławiu- był rok 1991) żeby nikt więcej się mnie nie czepiał i żebym mogła uczyć się tylko tego, czego sama chcę i co nie sprawia mi kłopotów. Nauczycielka matematyki polecała mi szkołę zawodową i zawód fryzjerki, pani od polskiego też mówiła, że nie poradzę sobie z egzaminem wstępnym, bo robię za dużo błędów, ale rodzice uparli się żebym poszła do miejscowego liceum — przetartym rodzinnym szlakiem. Żeby przygotować się do egzaminów poszłam na korepetycje z matematyki i przygotowałam ściągi z gotowym wypracowaniem na język polski — przepisanym od starszej koleżanki.

 

I stał się pierwszy cud — na korepetycjach z matematyki dowiedziałam się od nauczycielki — chwała jej za to — że moje podejście nie jest takie złe i żebym szła tą drogą — tzn., jeśli nie pamiętam wzoru to nie problem, mogę go zawsze mieć gdzieś zapisanego a dodatkowo ja radziłam sobie już nawet lepiej bez tego — powoli drogą dedukcji i logiki sama tworzyłam nowe wzory i w efekcie rozwiązywałam zadania poprawnie.

 

Egzamin z języka polskiego napisałam na dwóję — zrobiłam 7 błędów ortograficznych.  Zauważono jednak mój talent matematyczny, bo z matematyki otrzymałam piątkę, ktoś zauważył, że nie tylko podałam właściwe wyniki, ale i zrobiłam to w drodze zupełnie nietypowych obliczeń. Zebrała się komisja i zdecydowano się przyjąć mnie warunkowo do szkoły — to był drugi cud w mojej edukacji.

Przez całą edukację szkoły średniej jechałam na opinii zdolnej matematycznie uczennicy, która, nie umie pisać. Maturę zdałam cudem (to już trzeci cud) na ocenę dobrą z j. polskiego. Miałam takie szczęście, że akurat mój rocznik miał zniesiony próg błędów ortograficznych, które, można było popełnić z 3 na chyba 7 szt. Ja zrobiłam 5 błędów. Matematykę zdałam bardzo dobrze i jeszcze pomogłam kilku znajomym osobom zdać.

 

Reszta mojego życiorysu już w dużym skrócie: rozpoczęłam i pomyślnie ukończyłam studia na Politechnice Wrocławskiej na Wydziale Architektury, i nikt nie zauważył, że nie mam umiejętności poprawnego pisania. Los chciał, że nie pracuje w zawodzie, jestem fotografem, obecnie mistrzem w swoim zawodzie, uczę uczniów na czeladnika, prowadzę kursy i szkolenia fotograficzne dla młodzieży i dorosłych. Radzę sobie — kompensuję swoje niedoskonałości, zajmuje się tym, na czym się znam i chętnie się tym dzielę. Odkryłam swoje powołanie — chcę uczyć przez sztukę, uwrażliwiać na sztukę na ogólnie pojętą estetykę.

 

Problemy z czytaniem i pisaniem bez błędów mam do dzisiaj, całe szczęście są edytory tekstów i audiobooki. Piszę mało, raczej w punktach tylko to, co istotne do zapamiętania lub do przekazania dalej. Czytam a raczej słucham często, ale zależy od lektury, czasami przychodzi mi to łatwo, ale np. twórczość Olgi Tokarczuk (na czasie) jest dla mnie nie do przebrnięcia, muszę bardzo się wsłuchiwać w tekst żeby nie gubić wątku, czasami łapie się na tym ze słucham i nie wiem, co słucham — tak jak w dzieciństwie.

 

Oprócz swojej historii — z dysleksją w tle -jestem matka tzw. „niegrzecznego dziecka”. Córka moja ma 12 lat i od dwóch lat wiemy, że nie jest „niegrzeczna, źle wychowana czy bezczelna”(jak była etykietowana w szkole) — tylko ma cechy zespołu Aspergera.  Uczymy się wspólnie z tym żyć, radzić sobie z tym, na co dzień w domu i w szkole, a co najważniejsze próbujemy uczyć innych tolerancji i zrozumienia wobec specyficznych cech i zrachowań, które, się z tym wiążą. Córka jest dobrą uczennicą, ma bardzo bogate słownictwo, uczy się słuchając, lubi czytać i pisać, pisze niesamowite, często abstrakcyjne wypracowania, ale pisze brzydko i z błędami. Z matematyką jest troszkę gorzej, rozumie zasady, ale myli się na prostych obliczeniach i dostaje gorsze oceny, chce szybko skończyć zadania matematyczne i zabrać się za rysowanie — to, co lubi najbardziej. Od tego roku ma korepetycje z matematyki z „moją nauczycielką” z tą samą, która mi uświadomiła moje mocne strony, pracujemy nad tym żeby i córka uwierzyła, że matematyka nie jest taka straszna jak ją w szkole malują. Jesteśmy też mądrzejsi i bardziej świadomi, wiemy już, czego możemy wymagać od szkoły i nauczycieli — wsparcia, zrozumienia i rozwijania zainteresowań. Oczywiście spotykamy się nadal z ostracyzmem, ale wynikającym często z nieznajomości i niezrozumienia problemu, nadal w polskich szkołach są nauczyciele, którzy, uważają, że nasza córka jest „niegrzeczna, leniwa i do tego pyskuje”, — ale jest takich przypadków całe szczęście z roku na rok coraz mniej i mam nadzieję, że w jej przypadku nie będziemy musieli liczyć na cuda.

 

Teraz mogę przejść do tematu pracy – „ Jak rozumiem dysleksję?” Powiedziałabym raczej: „Wreszcie rozumiem dysleksję”. Edukując się w tej dziedzinie zrozumiałam, z czego mogły wynikać moje problemy w edukacji, wreszcie zrozumiałam, że nie jestem „matołem i wtórnym analfabetą” a jedynie mam mniejszy talent w tej dziedzinie. Zrozumiałam, że się z tego nie wyleczę, bo nie ma na to lekarstwa, nie jest to choroba, ale mogę systematycznym ćwiczeniem doprowadzić do tego, że będzie mniej mnie to stresowało, bo nie mogę powiedzieć, że nie będzie mnie to stresowała wcale — np. nadal czytam w myślach tekst zanim przeczytam go na głos swoim uczniom.

 

Najważniejsze, że wiem, że nie jest to moja wina i znam swoje mocne strony.

 

Mimo swoich ograniczeń kontynuuję edukację, robię kolejne kursy i studia podyplomowe -tym razem nawet w kierunku wspierania osób – takich jak ja – z specyficznymi trudnościami w czytaniu i pisaniu- czy to możliwe? Czy mogę być dobrym terapeutą?

 

Myślę, że tak, że kto inny jak nie ja zrozumie np.

-       dziecko, które, ma kłopot z szybkim czytaniem na głos na forum klasy, i czuje się z tym fatalnie,

-        dziecko, które, pisze z błędami lub brzydko i się tego wstydzi albo chce pisać albo, chociaż mówić, mimo wszystko, bo ma coś do powiedzenia światu,

 

Czy wreszcie - dziecko, które, potrzebuje wsparcia i pomocy w znalezieniu swoich mocnych stron.

 

Na tym głównie opieram swoją pracę z młodzieżą, pomagam im znaleźć w nich to, co dobre, co lubią robić i co mogą rozwijać.

 

Staram się im pomóc tak jak mi pomogła moja pani korepetytorka z matematyki.

 

Zaczynam swoje zajęcia/kursy często od przeprowadzanie ze słuchaczami tzw. testu inteligencji wielorakiej. Ten test nie może wyjść nikomu źle, każdy jest w czymś lepszy w czymś słabszy, nikomu nie wyjdzie, że jest słaby we wszystkim, co najwyżej, że jest równie dobry we wszystkim.

 

Coraz więcej osób już się z takimi testami spotyka w szkole na zajęciach np. z doradcą zawodowym, ale wciąż mało, kto z nich wie, co z tego testu wynika. Ja im wyjaśniam i pokazuję np.: „jesteś w tym dobry, zobacz jak wysoko tu masz punktację, idź w tą stronę, przyda ci się to, jeśli chcesz być artystą/ naukowcem/bankowcem” itp. Dodatkowo do wyników tego testu odwołuje się przez cały czas trwania kursu – np. „pamiętasz Ty jesteś dobry w kontaktach społecznych, proszę załóż grupę na facebooku i bądź naszym administratorem, potrafisz to i sprawisz, że cała grupa się zintegruje, za co będziemy Ci bardzo wdzięczni”.

 

Mam nadzieję, że udało mi się przekazać swój punk widzenia i wyjaśnić jak wiele min. zajęcia z Panem zmieniły w moim życiu. Dziękuję i mam nadzieje do zobaczenia na kolejnych szkoleniach.

 

***

 

Liczę na komentarze — refleksje i sugestie — związane z tą wypowiedzią. Prosi o nie również sama Autorka.

 

I życzę Wam wszystkim pięknego 2020 roku, w którym niech Was cieszą sukcesy na niwie pedagogicznej  — i nie tylko. Roku, w którym postanawiam częściej pisać na blogu 😊

 

 

Komentarze (1)

Zaloguj się aby dodać komentarz

Cieszę się, że trafiłam na ten blog. Jestem psychologiem z PPP, który od 30 lat diagnozuje trudności w uczeniu się. Sama jestem osobą ze specyficznymi trudnościami czyli konkretnie dysortografią. Mature z polskiego napisałam na 5, bo uczyłam się, jak szalona reguł, wyjątków, ale już interpunkcja była poza moim zasięgiem. Na szczęście miałam cudownego polnistę p. Mariana Bednarka z IIILO we Wrocławiu. On zaprosił naszą klasę w dniu ogłoszenia wyników matur rano do szkoły, pokazał nasze prace i omówił je. Zobaczyłam, że przecinki są postawione nieco ciemniejszym atramentem niż mój :) Cudowny człowiek. Wymagający, ale też doceniający i dostrzegający talenty. Moja historia jest nieco inna niż autorki wypowiedzi, ale trudności, nieczytanie lektur w podstawówce i kombinowanie, by nikt się nie zorientował, to już moja historia. I fantastyczni nauczyciele na mojej drodze. Ja świetnie pisałam, ale robiłam mnóstwo błedów. Na konkursie polonistycznym w klasie ósmej na etapie dzielnicowym zrobiłam ich sporo, ale w komisji zasiadała polonistka z naszej szkoły lubiąca mnie za zaangażowanie w ko nkursy recytatorskie. I poprawiła błędy, dzieki czemu zostałam laureatką.
Jako pracownik PPP czesto mam odmienne zdanie od moich koleżanek dotyczace wskazań do pracy dla dzieci ze specyficznymi trudnosciami w nauce. Potrzebuje bardzo argumentów, które mi pomogą przekonać innych. Że ćwiczenie techniki czytania w klasie czwartej nie mam sensu, że nauka zasad pisowni może nie pomóc w opanowaniu poprawnej pisowni, bo w stresie presji czasu znow popełnimy błędy w wyrazach nawet czesto używanych. Że trzeba wspierać opiniami każde dziecko, które ma te trudności, a nie warunkowac opinię zdaniem testów z ortografii, bo wspieranie także tych co mniej pracują, daje im poczucie, że nie są gorsi od tych, którzy urodzili się bez dysfunckji.
Pozdrawiam autorkę komentarza i Pana Doktora. Zgadzam się, że Wrocław, to piekne miasto :)
Magda Cierpisz

Magdalena Cierpisz

Marcin Szczerbiński

Blog dra Marcina Szczerbińskiego

Pochodzę z Bielska-Białej. W dzieciństwie miałem szczęście wędrować sporo po Beskidach i przeczytać wiele dobrych książek. Osobistych kontaktów z trudnościami w czytaniu i pisaniu miałem niewiele, czym jest dysleksja, dowiedziałem się właściwie dopiero w trakcie zajęć na czwartym roku studiów (psychologia, UJ – ach, piękny Kraków!), lecz problematyka ta szybko mnie zainteresowała. Zdecydowałem się napisać doktorat na temat psychologicznych mechanizmów uczenia się czytania i pisania. Ukończyłem go na University College London w 2001 roku. Przez dziesięć lat pracowałem jako wykładowca psychologii w instytucie logopedii na Uniwersytecie w Sheffield, ucząc głównie psychologii rozwojowej, metodologii badań, statystyki oraz problematyki czytania, pisania i dysleksji. W styczniu 2011 raz jeszcze zmieniłem kraj: obecnie pracuję w instytucie psychologii na uniwersytecie w Cork (Irlandia). Mam też trochę doświadczeń w pracy jako nauczyciel angielskiego, tłumacz i statystyk. Na moim biurku w pracy stoi bursztynowa róża – odznaka honorowego członkostwa Polskiego Towarzystwa Dysleksji, z której jestem bardzo dumny. Pytany o moje zainteresowania naukowe odpowiadam: „Wszystko, co wiąże się z fenomenem czytania i pisania” . O tym też będzie ten blog. Historia pisma; psychologiczne mechanizmy uczenia się czytania i pisania; metodyka nauczania tych umiejętności; analfabetyzm funkcjonalny; dysleksja, dysgrafia i dysortografia, ich mechanizmy, diagnoza i terapia – oto niektóre z tematów, które chciałbym poruszyć. Zapraszam do lektury i do dyskusji!