Menu

Kursy internetowe

Forum Forum Akademii Ortograffiti

Jak pomóc dziecku z dysleksją?

Temat: Praca w domu z dzieckiem z dysleksją

Autor Wiadomość
Anna Nadrowska
Kursy internetowe z Operonem

postów: 2235

Praca w domu z dzieckiem z dysleksją

Grażyna Michalik

postów: 2

Bardzo ważna jest szczera rozmowa z rodzicem i uświadomienie mu ważności problemu, z jakim boryka się jego dziecko. Często odwołuję się do empatii rodzica i przekładam trudności ucznia w szkole na trudności, jakie miałby rodzic w swojej pracy. W większości przypadków "otwiera" to rodzicom oczy i jest początkiem dobrej współpracy. Warto wypróbować{#emotions_dlg.smile}

Justyna Wydrzyńska

postów: 1

Szanowne Panie (jeśli był jakiś Pan to przepraszam)


 


wsadzę trochę może kij w mrowisko, otóż reprezentuję "obóz" rodziców


właśnie została potwierdzona diagonoza specyficznych trudności w nauce u mojej córki i szukam informacji jak z nią pracowac w domu


opinię dostanę do ręki za 3 tygodnie, ale pracę z dzieckiem musze zacząć już aby po pierwsze podnieść jej samoocenę i pomóc w nauce


Wątek dotyczy jak pomóc dziecku w domu i z przykroscia stwiedzam, że dowiedziałam sie z niego, ze rodzice nie robią nic. No a skad maja wiedzieć co robić i jak?


Jestem specjalistą z dziedziny energetyki, jak zapytam Państwa w jaki sposób oszczędzacie energię elektryczą to częsc z was będzie wiedziała cokolwiek a część nic a jak zapytam o klasy energetyczne to podejrzewam ze nikt z was nie zna odpowiedzi. Wyobraźcie sobie, ze my rodzice na hasło dysleksja czujemy się jak rycerz bez zbroi przed walką ze smokiem. Nie wiemy nic, nie mamy narzędzi, nie mowiąc o wiedzy.


Oczekujemy, ze "szkoła" za nas będzie pracować bo "szkoła" ma przyjnajmniej wiedze co robić. 


Mój apel jest nastepujący, jeśli checie abyśmy pracowali z dziećmi w domach, nauczcie nas jak to robić!!!


Pokażcie nam na warsztatach jakich rzeczy unikać a jakie podkreślac. Chcemy gotowców do ręki bo nie umiemy i nie potrafimy sami wmyślić ćwiczeń odpowiednich na tyle by dziecku dodatkowej krzywdy nie wyrządzać. 


Abyśmy byli przydadni nie oczekujcie ze bez wprowadzenia odpowiedniego będziemy wszystko wiedzieli.


Ja ponawiam pytanie wątku, czy ktoś mi napisze jak pracować z dzieckiem dyslektycznym w domu?


 

Aleksandra Rataj-Latka

postów: 5

Od roku prowadzę zajęcia korekcyjno- terapeutyczne w szkole średniej. Podczas spotkań z rodzicami zawsze zwracam uwagę na mocne strony ucznia, na postępy w nauce, a także na to, nad czym należy jeszcze popracować. Niestety uczniowie żadko pracują w domu- podejrzewam, że główną przyczyną jest natłok innych zajęć (w technikum- około kilkanaście obowiązkowych przedmiotów! do tego dochodzą projekty unijne, przedmiotowe itd.).


Na zajęciach najczęściej korzystam z zeszytów Ortograffiti, sama także przygotowuję zestawy ćwiczeń. Przydatne są także zadania usprawniające logiczne myślenie typu sudoku, krzyżówki itp. Stosuję je zwłaszcza w fazie początkowej lekcji, by "rozgrzać umysły".

Sylwia Ksiuk

postów: 2

Skorzystałam z samoprzylepnych karteczek. Fajny pomysł, dla mnie osobiście też.

Aleksandra Kaczmarska

postów: 8

Pani Anna Rybak ma dużo racji. Często rozmawiamy z rodzicami na korytarzu, czasami łapiemy ich po spotkaniu z wychowawcą, ale tak na prawdę nie udzielamy do końca wyczerpujących informacji. Dzieci dyslektycznych jest coraz więcej. Jestem nauczycielem I-III i Terapeutą i w mojej klasie 80 % to dyslektycy. Do tej pory tak jak każdy łapałam rodzica gdzie popadnie, lub umawiałam się z nimi na chwilę po lekcjach. W tym roku szkolnym powiedziałam dość. Mam zamiar dokształcić przede wszystkim rodziców na temat dysleksji. Właśnie opracowuję program dokształcania. Jak wyjdzie powiem Wam pod koniec maja 2013 roku.

JOANNA WLAŹLIŃSKA

postów: 3


Witam wszystkie panie!


Jestem pedagogiem i terapeutą z 20-letnim doświadczeniem. Jestem także matką dziecka z nasilonym ryzykiem dysleksji. W pełni popieram pani zdanie - w pracy z dyslektykiem potrzebny jest przede wszystkim optymizm i pozytywne wzmacnianie. Bez tego niczego nie osiągniemy. A przecież życie i edukacja dziecka z dysleksją rozwojową naprawdę nie należy do łatwych. A poza tym niestety wciąż wiedza o dysleksji wśród nauczycieli jest bardzo mała.


Pozdrawiam Joanna - matka dyslektyka, terapeuta.


 


 


 


 


Witam serdecznieSmile


 


Przeczytałam wszystkie posty i chciałabym podzielić się moimi spostrzeżeniami.




Pracuję w szkole podstawowej na terenie wiejskim i muszę przyznać, że w większości mam cudownych rodziców - szczególnie mamy. Rodzice sami wychodzą z inicjatywą, sami zgłaszają i dostrzegają problemy edykacyjne dzieci... Kontaktują się z dyrektorem, pedagogiem i często także przychodzą do mnie po poradę, wskazówki czy dodatkowe materiały. Mają stały kontakt z wychowawcą, współpracują z przedmiotowcami. Sami podejmują kontakt z poradnią psychologiczno - pedagogiczną, korzystają z materiałów dotyczących pedagogizacji rodziców dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się.




Jeśli chodzi o brak zainteresowania rodziców trudnościami dziecka i pomocą w dodatkowej pracy w domu... Myślę, że przyczyną takiego a nie innego zachowania rodziców jest też często niewiedza dotycząca podstawowych zagadnień na temat dysleksji, często nie rozumieją opinii - wstydzą się tego. My sami jako pedagodzy - terapeuci także nie zawsze potrafimy odpowiedzieć na każde zadane pytanie, ale myślę, że chodzi właśnie oto, aby umieć się przyznać do faktu, iż my sami często nie jesteśmy alfą i omegą w tym temacie, że także cały czas doskonalimy swój warsztat i poszerzamy znajomość tematu... Myślę, że ważne jest to, aby nie wytwarzać zbędnego dystansu między rodzicem a nami nauczycielami i przede wszystkim stawiać na pierwszym miejscu dobro dziecka.




Ja kiedy tylko mogę chwalę moich rodziców, w opiniach o pracy i postępach ucznia do poradnii psychologiczno - pedagogicznej, podkreślam zaangażowanie rodziców - jeśli jest takowe z ich strony... Staram się także na bieżąco informować rodziców o postępach i pracy ich dzieci, o ich dodatkowym zaangażowaniu w życie szkoły.




Na spotkaniach z rodzicami staram się zawsze ukazywać mocne i pozytywne strony dziecka. Zawsze podkreślam, jak ważnym elementem jest ich wiara we własne dziecko. Bo drogie Panie, jeśli my nie będziemy dostrzegać ich najmniejszego nawet wysiłku, zabraknie w nas radości z każdej podjętej pracy, nie damy im odczuć jaki mamy dla nich podziw i uznanie za tą ich dodatkową ciężką i czasochłonną pracę, to i sama obecność rodzica przy biurku dziecka sięgającego po dodatkowe karty pracy na dużo się nie zda.




My musimy wierzyć w nasze dzieci, nie patrzeć na nie przez pryzmat patologii ich rodziny, praca terapeuty jest ciężką pracą, bardzo dużo nas kosztuje czasu, zaangażowania, środków finansowych a nawet jakiś też wyrzeczeń... ale cóż może być cudowniejszego od uśmiechu dziecka i laurki zrobionej bez okazji - dla pani...




Ja moje dzieciaczki angażuję w działalność społeczną szkoły, także prężnie działają w samorządzie uczniowskim - tam czesto budują swoją samoocenę, nabierają pewności siebie, co także przekłada się na większą mobilizację w pracy nad sobą.




Na zakończenie roku  zawsze podkreślam ich zaangażowanie w pracę na dodatkowych zajęciach i dziękuję za każdy rok pracy. Na apelu podsumowującym dany rok szkolny uczniowie ci otrzymują dyplomy i w miarę możliwości nagrody książkowe... i choć kiedy zaczynałam pracę jako pedagog - terapeuta w pierwszym miesiącu pracy grono ich rówieśników  naznaczano tych uczniów  mianem "głupków", to w chwili obecnej dzieci osiągające bardzo dobre wyniki w nauce, dzieci z grupy braku ryzyka dysleksji wręcz proszą o możliwość uczestniczenia w tych zajęciach, gdyż są to zajęcia atrakcyjne dla wszystkich.




Pokażmy dzieciom i rodzicom, że my jako nauczyciele wierzymy w nich a wróci to do nas ze zdwojoną siłą. Pozwólmy im się też wypowiedzieć, zatrzymajmy się z nimi na chwilę.




Jak pisał Janusz Korczak "Mów dziecku, że jest dobre, że umie, że potrafi".




Mam w szkole koleżankę, która uczy dzieci w nauczaniu zintegrowanym - jestem pełna podziwu dla jej pracy, zaangażowania, podejścia do dzieci... choćbym nie wiem jak miała zaburzone dzieci, zawsze potrafi dać im tyle radości z każdego podjętego wysiłku... Potrafi motywować ich niesamowicie, pomaga im dostrzec - każdemu z osobna ich mocne strony, dodać im wiary we własne siły, otwierać się na świat... Jest jak czarodziejka...




Nigdy nie słyszałam aby w słowach czy w jakikolwiek inny sposób dała odczuć dziecku, że jest niedojdą, nieukiem, że nic nie potrafi...




Niestety - przychodzą do mnie dzieci, które mają zakodowane już w sobie bardzo mocno, że nic z nich już nie wyrośnie, że niemożliwe żeby miały dysleksję, bo usłyszały, że są za bardzo inteligentne tylko leniwe, a rodzic jest poprostu przewrażliwiony, że one już wiedzą, że choćby nie wiadomo jak się starały, to i tak nie dadzą sobie rady, bo pani nauczycielka  zapowiedziała im to przy całej klasie, jeszcze długo przed ukończeniem klasy VI...




Proszę mnie źle nie zrozumieć, nikogo tu nie osądzam... proszę tylko o chwilę refleksji... Czy nie jest często tak, że my jako nauczyciele znając sytuację życiową danej rodziny nie przekreślamy w swoim mniemaniu  już na starcie niektóre dzieci? Dziecko wszystko potrafi zrozumieć - nie musimy do niego wcale mówić... a te nasze dzieci z trudnościami w nauce szczególnie są wrażliwe i często wiedzą, czują znacznie więcej niż nam się wydaje.




Dziecko jest jak sucha gąbka przy tablicy - a nasze słowa jak woda, dziecko wszystko chłonie i to w nim zakorzenia się bardzo mocno, nasza rola jest także taka, aby zadbać o ich godność i dać im odczuć, iż w nich wierzymy.




Moja koleżanka, która także jest nauczycielem a ma córeczkę w nauczaniu początkowym powiedziała mi niedawno,że nie ważne jest to co ona powie, bo zdaniem córki to co powie jej pani wychowawczyni jest święte.




Nie można uczniowi pobłażać, nasze zadanie jest by mu pomóc i przede wszystkim wymagać i motywować go do pracy nad sobą, ale nie uda mu się przeskoczyć poprzeczki zawieszonej 20 cm nad ziemią, jeśli damy mu odczuć, że sami myślimy, że jego szczytem możliwości jest pokonanie przeszkody nie większej niż  5 cm.




Pozdrawiam serdecznie.  Joanna



 

Zmodyfikowany: Poniedziałek, 23 Kwiecień 2012 11:44:08 - JOANNA WLAŹLIŃSKA

Ewa Chudy

postów: 110

Moje drobne trzy grosze do drugiego od dołu akapitu postu pani Joanny W-K


Moje dzieci już dawno wyszły z klas I - III i to, że słowa Pani są święte - wiem od dawna. Właśnie dlatego boleję nad tym, że PANIE Z MŁODSZYCH KLAS, nie zawsze mają świadomość, że nawyki i wyobrażenia o nauce wynoszone z klas młodszych odbijają się na dalszym kształceniu.


Czy wiecie Państwo, że nie można oduczyć ucznia podpierania głowy przy pisaniu, jeśli z takim nawykiem przyjdzie z klas młodszych? Oczywiście każda z Pań twierdzi, że pilnuje prawidłowej postawy przy pisaniu, ale osobiście, co trzy lata trafiam na grupę "z podpartą głową". I co? Czy trzeba być szczególnie inteligentnym, aby wiedzieć, kto nie zwraca uwagi na prawidłową postawę przy siedzeniu?


Uczę od klasy czwartej począwszy w górę, ale klasy I - III uważam za opokę dla wykształcenia. Pozdrawiam

Zmodyfikowany: Wtorek, 22 Listopad 2011 21:23:47 - Ewa Chudy

Joanna Wojtyła - Korkuś
Joanna Wojtyła-Korkuś

postów: 2

Witam serdecznieSmile


Przeczytałam wszystkie posty i chciałabym podzielić się moimi spostrzeżeniami.


Pracuję w szkole podstawowej na terenie wiejskim i muszę przyznać, że w większości mam cudownych rodziców - szczególnie mamy. Rodzice sami wychodzą z inicjatywą, sami zgłaszają i dostrzegają problemy edykacyjne dzieci... Kontaktują się z dyrektorem, pedagogiem i często także przychodzą do mnie po poradę, wskazówki czy dodatkowe materiały. Mają stały kontakt z wychowawcą, współpracują z przedmiotowcami. Sami podejmują kontakt z poradnią psychologiczno - pedagogiczną, korzystają z materiałów dotyczących pedagogizacji rodziców dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się.


Jeśli chodzi o brak zainteresowania rodziców trudnościami dziecka i pomocą w dodatkowej pracy w domu... Myślę, że przyczyną takiego a nie innego zachowania rodziców jest też często niewiedza dotycząca podstawowych zagadnień na temat dysleksji, często nie rozumieją opinii - wstydzą się tego. My sami jako pedagodzy - terapeuci także nie zawsze potrafimy odpowiedzieć na każde zadane pytanie, ale myślę, że chodzi właśnie oto, aby umieć się przyznać do faktu, iż my sami często nie jesteśmy alfą i omegą w tym temacie, że także cały czas doskonalimy swój warsztat i poszerzamy znajomość tematu... Myślę, że ważne jest to, aby nie wytwarzać zbędnego dystansu między rodzicem a nami nauczycielami i przede wszystkim stawiać na pierwszym miejscu dobro dziecka.


Ja kiedy tylko mogę chwalę moich rodziców, w opiniach o pracy i postępach ucznia do poradnii psychologiczno - pedagogicznej, podkreślam zaangażowanie rodziców - jeśli jest takowe z ich strony... Staram się także na bieżąco informować rodziców o postępach i pracy ich dzieci, o ich dodatkowym zaangażowaniu w życie szkoły.


Na spotkaniach z rodzicami staram się zawsze ukazywać mocne i pozytywne strony dziecka. Zawsze podkreślam, jak ważnym elementem jest ich wiara we własne dziecko. Bo drogie Panie, jeśli my nie będziemy dostrzegać ich najmniejszego nawet wysiłku, zabraknie w nas radości z każdej podjętej pracy, nie damy im odczuć jaki mamy dla nich podziw i uznanie za tą ich dodatkową ciężką i czasochłonną pracę, to i sama obecność rodzica przy biurku dziecka sięgającego po dodatkowe karty pracy na dużo się nie zda.


My musimy wierzyć w nasze dzieci, nie patrzeć na nie przez pryzmat patologii ich rodziny, praca terapeuty jest ciężką pracą, bardzo dużo nas kosztuje czasu, zaangażowania, środków finansowych a nawet jakiś też wyrzeczeń... ale cóż może być cudowniejszego od uśmiechu dziecka i laurki zrobionej bez okazji - dla pani...


Ja moje dzieciaczki angażuję w działalność społeczną szkoły, także prężnie działają w samorządzie uczniowskim - tam czesto budują swoją samoocenę, nabierają pewności siebie, co także przekłada się na większą mobilizację w pracy nad sobą.


Na zakończenie roku  zawsze podkreślam ich zaangażowanie w pracę na dodatkowych zajęciach i dziękuję za każdy rok pracy. Na apelu podsumowującym dany rok szkolny uczniowie ci otrzymują dyplomy i w miarę możliwości nagrody książkowe... i choć kiedy zaczynałam pracę jako pedagog - terapeuta w pierwszym miesiącu pracy grono ich rówieśników  naznaczano tych uczniów  mianem "głupków", to w chwili obecnej dzieci osiągające bardzo dobre wyniki w nauce, dzieci z grupy braku ryzyka dysleksji wręcz proszą o możliwość uczestniczenia w tych zajęciach, gdyż są to zajęcia atrakcyjne dla wszystkich.


Pokażmy dzieciom i rodzicom, że my jako nauczyciele wierzymy w nich a wróci to do nas ze zdwojoną siłą. Pozwólmy im się też wypowiedzieć, zatrzymajmy się z nimi na chwilę.


Jak pisał Janusz Korczak "Mów dziecku, że jest dobre, że umie, że potrafi".


Mam w szkole koleżankę, która uczy dzieci w nauczaniu zintegrowanym - jestem pełna podziwu dla jej pracy, zaangażowania, podejścia do dzieci... choćbym nie wiem jak miała zaburzone dzieci, zawsze potrafi dać im tyle radości z każdego podjętego wysiłku... Potrafi motywować ich niesamowicie, pomaga im dostrzec - każdemu z osobna ich mocne strony, dodać im wiary we własne siły, otwierać się na świat... Jest jak czarodziejka...


Nigdy nie słyszałam aby w słowach czy w jakikolwiek inny sposób dała odczuć dziecku, że jest niedojdą, nieukiem, że nic nie potrafi...


Niestety - przychodzą do mnie dzieci, które mają zakodowane już w sobie bardzo mocno, że nic z nich już nie wyrośnie, że niemożliwe żeby miały dysleksję, bo usłyszały, że są za bardzo inteligentne tylko leniwe, a rodzic jest poprostu przewrażliwiony, że one już wiedzą, że choćby nie wiadomo jak się starały, to i tak nie dadzą sobie rady, bo pani nauczycielka  zapowiedziała im to przy całej klasie, jeszcze długo przed ukończeniem klasy VI...


Proszę mnie źle nie zrozumieć, nikogo tu nie osądzam... proszę tylko o chwilę refleksji... Czy nie jest często tak, że my jako nauczyciele znając sytuację życiową danej rodziny nie przekreślamy w swoim mniemaniu  już na starcie niektóre dzieci? Dziecko wszystko potrafi zrozumieć - nie musimy do niego wcale mówić... a te nasze dzieci z trudnościami w nauce szczególnie są wrażliwe i często wiedzą, czują znacznie więcej niż nam się wydaje.


Dziecko jest jak sucha gąbka przy tablicy - a nasze słowa jak woda, dziecko wszystko chłonie i to w nim zakorzenia się bardzo mocno, nasza rola jest także taka, aby zadbać o ich godność i dać im odczuć, iż w nich wierzymy.


Moja koleżanka, która także jest nauczycielem a ma córeczkę w nauczaniu początkowym powiedziała mi niedawno,że nie ważne jest to co ona powie, bo zdaniem córki to co powie jej pani wychowawczyni jest święte.


Nie można uczniowi pobłażać, nasze zadanie jest by mu pomóc i przede wszystkim wymagać i motywować go do pracy nad sobą, ale nie uda mu się przeskoczyć poprzeczki zawieszonej 20 cm nad ziemią, jeśli damy mu odczuć, że sami myślimy, że jego szczytem możliwości jest pokonanie przeszkody nie większej niż  5 cm.


Pozdrawiam serdecznie.  Joanna

Zmodyfikowany: Sobota, 27 Sierpień 2011 12:46:02 - Joanna Wojtyła-Korkuś

Joanna, Katarzyna Jasiok

postów: 10

Właśnie zapisałam się na kurs. Mam nadzieję, że dowiem się więcej na temat pracy z uczniem w szkole ponadgimnazjalnej. happy

Barbara Ignaciuk

postów: 45

Witam serdecznie ,


ja osobiście pracuję z programem "Ortofrajda" (oczywiście nie tylko) i powiem szczerze, iz sprawdza się na wszystkich poziomach. Jeśli chodzi o pracę w domu, to rodzice nie maja czasu, wiem, ale wiele osób nie ma ochoty i to jest przykre. Niedawno przez kilka dni, na Jarmarku Dominikańskim, promowałam moją publikację "Dziecko z zespołem nadpobudliwości..." (to poradnik, napisany przystępnym językiem), można było ją zakupić z dedykacją, służyłam radą itd. Kto kupował książkę? Oczywiscie nauczyciele, pedagogodzy, psycholog, nawet zakonnica (bardzo młodziutka), kupiła jedną i wróciła po drugą, dwie babcie( świadome problemu, kochające wnuki),  natomiast rodzice, absolutnie, nie byli zainteresowani, nie chcą pomagać swoim dzieciom, starają się wszystko wyprzeć, zanegować. Dopiero "budzą się" w gimnazjum, a wtedy sami Państwo wiedzie, jest duzo trudniej. Dobrze, że my pedagodzy jesteśmy czujni, staramy się, chociaż ciagle wymawiaja nam, że mamy WAKACJE. Gro książek kupujemy za swoje pieniądze, tego nikt nie widzi. Pozdrawia Barbara.

Zmodyfikowany: Środa, 17 Sierpień 2011 14:25:22 - Barbara Ignaciuk

Anita Cieślak

postów: 12

Witam, 


przychylam sie do wypowiedzi Pani Natalii - dla dziecka z dysleksją dodatkowa praca domowa z zajec kompensacyjnych to dodatkowa, ciężka praca. Wiedząc o tym, że potrzebuje on więcej czasu na lekcje domowe, prawie  w ogole nie zadaję z zajęć kompensacyjnych prac domowych. Zrobilam za to inaczej - w klasie V uczniowie z orzeczeniami o dysleksji/zaburzeniach dyslektycznych itp. dostają 2 razy w miesiącu dodatkową pracę domową - duży test. Wyróżniam je w ten sposób, klasa bije się o dodatkowe prace, bo są za to oceny. I zawsze podkreslam, że uczniowie dysleksją muszą robić więcej. 


Osobno robią w domu Ortograffitti z rodzicami, a w gimnazjum - sami - co parę tygodni sprawdzam to. 


Dodam jeszcze, że dzieciaki pracują w domu i robią dyktanda, mają zeszyty z wyrazami trudnymi. 


To tyle, jeśli chodzi o moje sposoby na prace domowe, 


 


pozdrawiam serdecznie

Zmodyfikowany: Poniedziałek, 16 Maj 2011 07:22:39 - Anita Cieślak

Anita Cieślak

postów: 12

U mnie sprawdza się zaznaczanie kolorowymi samoprzylepnymi karteczkami prac domowych w książkach/zeszytach - działa jak przypominajkahappy


pozdrawiam

Zmodyfikowany: Poniedziałek, 16 Maj 2011 07:23:53 - Anita Cieślak

Joanna Galiak  -Lesiak
Joanna Galiak -Lesiak

postów: 7

Anna Sokołowska napisał(a):



 Rodzic dziecka z dysleksją to praca na drugi etat.


 


 


OJ to prawda. wiem cos na ten temat happy



 

Anna Sokołowska

postów: 20

Jestem nauczycielem, prowadzę terapię, jestem dorosłym dyslektykiem i rodzicem dyslektyka. Wiem z doswiadczenia, że pracując w domu z dzieckiem można dużo osiagnąć. Warto rozmawiać z nauczycielami, innymi rodzicami i dopasować ćwiczenia do konkretnego dziecka.


Życzę wytrwałości. Rodzic dziecka z dysleksją to praca na drugi etat.


 

Anna Rybak

postów: 2

Anna Hańczuk napisał(a):



W moim przypadku również nie mogę liczyć na pomoc rodziców mimo iż na każdym spotkaniu zapewniają mnie, że to się więcej niee powtórzy - z góry znam skutki tych zapewnień , ale proszę  rodziców jedynie o dopilnowanie dziecka aby zrobilo to co ma zadane i tak skutki moich próśb są mierne. Rodzice chyba nie rozumieją istoty problemu a zapewnienia o pomocy są puste. Naprawdę tłumaczę im jak i dlaczego trzeba pomóc dziecku, ale to nie skutkuje.




Jestem mamą dziecka z podejrzeniem dyslekcji i tyle się dowiedziałam w Poradni. Na pytanie jak powinnam pracować z dzieckiem w domu otrzymałam ulotkę. Postuluję do Pań/Panów pedagogów. Proszę w szkołach zrobić spodkanie z rodzicami i przybliżyć im czego Państwo od nich oczekują jak powinna wyglądać praca z dzieckiem, jaki jest Państwa program itd., jak można oceniać postępy dziecka. Z mojego doświadczenia wiem, że pedagodzy niechętnie dzielą się wiedzą dotyczącą postępowania z dzieckiem dyslektycznym na pewno macie Państwo wszystko udokumentowane, ale ja chcę się dowiedzieć jaki, w danym miesiącu, Państwo realizujeci program, by móc to utrwalić z dzieckiem w domu. nie wszstkich stać na prywatne zajęcia. Proszę pamiętać, iż na rynku pracy nikt nie będzie oceniał młodego człowieka pod kontem dyslekcji tylko oczekiwał kompetencji wymaganych na danym stanowisku. 

Anna Hańczuk

postów: 12

W moim przypadku również nie mogę liczyć na pomoc rodziców mimo iż na każdym spotkaniu zapewniają mnie, że to się więcej niee powtórzy - z góry znam skutki tych zapewnień , ale proszę  rodziców jedynie o dopilnowanie dziecka aby zrobilo to co ma zadane i tak skutki moich próśb są mierne. Rodzice chyba nie rozumieją istoty problemu a zapewnienia o pomocy są puste. Naprawdę tłumaczę im jak i dlaczego trzeba pomóc dziecku, ale to nie skutkuje.

Danuta Paluch

postów: 5

Witam, mnie udaje się jakoś godzić pracę z dzieckiemz ryzykiem dysleksji na zajęciach wyrównawczych - taka była prośba rodziców - uczeń pracuje z zeszytem ortograffiti i na bieżąco omawiamy ewentualne błędy. Pozdrawiam.

Katarzyna Gałęza

postów: 16

A co możemy zrobić, żeby to zmienić? Ile czasu waszym zdaniem dziecko powinno poświęcić na kontynuację pracy terapeutycznej w domu?

Sabina Żarnowska

postów: 1

Najczęściej rodzice, w momencie kiedy otrzymają z poradni opinię, że dziecko ma dysleksję, dysortografię lub dysgrafię, uważają, że to szkoła powinna z dzieckiem ćwiczyć. To nauczyciel ma przygotowywać teksty z lukami, dziecko może pisać drukowanymi literami, a oni są usprawiedliwieni i nie muszą w domu już pracować. Efekt jest taki, że dzieci nie prowadzą zeszytów nie ćwiczą czytania w domu a nauczyciel ma to zaakceptować bo oni mają opinię z poradni.

Aby uczestniczyć w dyskusjach na forum należy być zalogowanym. Możesz się zalogować tutaj.