Zaloguj się

Menu

Kursy internetowe

Elementarze a literatura

 Przywykliśmy do myślenia, że systematyczną naukę czytania prowadzi się przy pomocy elementarza. Ale nie zawsze tak było: o ile mi wiadomo elementarze upowszechniły się dopiero wraz z wprowadzeniem obowiązku szkolnego, co nastąpiło w większości krajów Europy nastąpiło dopiero w XIX wieku. Wcześniej do uczenia czytania stosowano często “prawdziwe” książki, często Biblię. I nadal zastosowanie elementarza nie jest powszechne: w krajach anglojęzycznych wielu pedagogów i psychologów (choćby wspomniany już przeze mnie Jonathan Solity) proponuje ich zastąpienie prawdziwymi książkami – po prostu dobrą, napisaną z myślą o dzieciach poezją i prozą. Ta, ich zdaniem, bywa ciekawsza i przez to bardziej motywująca niż często anemiczne elementarzowe teksty. Poza tym korzystanie z prawdziwych książek daje wybór i elastyczność, tak uczniowi jak i nauczycielowi. Nie chcę tutaj rozstrzygać, które podejście jest lepsze, myślę tylko że porzucenie elementarza i zastąpienie go w miare swobodnym wyborem różnych książek wymaga sporego doświadczenia i umiejętności ze strony nauczyciela. Pedagogiczni nowicjusze pewnie lepiej będą sobie radzić, korzystając z podpórki, jaką stanowi elementarz i przypisany do niego program  nauczania... Tak czy siak nie widzę tutaj specjalnego konfliktu, bo elementarze nie wykluczają przecież innych lektur, tak w trakcie lekcji jak i po nich.

 

W tym miejscu chciałbym zareklamować Małgorzatę Strzałkowską, odkrytą przeze mnie niedawno autorkę i ilustratorkę książek dla dzieci, której oferta może, jak sądzę, stanowić świetne uzupełnienie elementarzowych materiałów. Mam na myśli przede wszystkim jej „alfabet”: serii książeczek poświęconych poszczególnym literom alfabetu (serii obecnie już chyba niemal kompletnej). Oto próbka, z książki P jak pingwin:

 

 Bohaterem tej książeczki

miał być pingwin półnizinny

lecz po pewnych przemyśleniach

powstał pomysł całkiem inny.

 

 Na literę p, kochani,

różnych zwierząt jest bez liku,

więc im wszystkim, bez wyjątku,

poświęcimy po wierszyku.

 

 Pingwin Punto z Patagonii

kręcił z pasją piruety,

gdy wtem pac! i plackiem leży,

aż pacnęło, że o rety!

 

 Pan pancernik z Paragwaju

przekopywał góry Peru,

bo w tych górach pewien piekarz

posiał pompkę od roweru.

 

 Brał raz prysznic na podwórku

prosiak Prosię spod Porąbki,

lecz pomimo gróźb pradziadka

nie używał przy tym gąbki [...]

 

 Bardziej zaawansowani czytelnicy mogą spróbować Gimnastyki dla języka:

 

  Typ spod Sopotu

 

 W połowie lata, w pewną sobotę,

typ spod Sopotu kupił kapotę,

lecz miał z kapotą niemały kłopot,

bo mu kapota wpadała w łopot.

 

 Klap! Klap! Kapota klapie na typie,

typ spod kapoty na klapy łypie,

klapie klapami typa kapota,

z łopotem typem kapota miota [...]

 

 Czekam na Wasze, Drodzy Czytelnicy tego bloga, propozycje książek, które mogą uatrakcyjnić początkową naukę czytania.

Komentarze (6)

Zaloguj się aby dodać komentarz

Dostaję dzieci, które już potrafią czytać (lepiej, gorzej , ale czytają). Uczę matematyki, więc nie czuję się specjalnie kompetentna w kwestii doboru literatury do czytania, ale jako wychowawca gimnazjalistów nieraz toczę boje z "moją klasą" o to, że polonistka nie może zacząć omawiania lektury, bo połowa klasy nie przeczytała. Czasami oszukuję ich opowiadając ciekawy epizod z książki. Wielokrotnie jednak zastanawiam się, czy niektóre lektury nie są wybrane w taki sposób, aby zniechęcić zupełnie do czytania.
Najbardziej z liceum pamiętam (skończyłam je w 1984 roku) wiersz K. K. Baczyńskiego "Z głową na karabinie". Lekcję poświęconą temu wierszowi moja Polonistka zaczęła od słów: Ten wiersz jest zbyt piękny, aby go analizować. Powiem wam w jakich okolicznościach powstał.
Po pięknej recytacji wiersza zapytała nas tylko o epitet: g ł u p i ą miłością.
Zastanawiam się też czasami, dlaczego nikt nie pomyśli o zrobieniu porządku z językiem polskim. Osobiście uważam, że powinny istnieć od klasy IV przedmioty: nauka o języku i literatura polska; od III etapu edukacyjnego dorzuciłabym - literaturę światową.
Może jednak zostawię reformowanie polskiej oświaty - przypomniałam sobie, że dopiero co "pani od matematyki" zostawiła oświatę w spokoju.
Trochę luźno związane z tematem są te moje przemyślenia, ale co tam....

Ewa Chudy

Witam:)
Też jestem pod wrażeniem literatury Małgorzaty Strzałkowskiej.

Polecam świetne wiersze i rymowanki dla dzieci autorstwa Natalii Usenko, Danuty Wawiłow czy Doroty Gellner(oprócz książek pisze teksty do piosenek dziecięcych), które z pewnością uatrakcyjnią początkową naukę czytania.

Oto wierszyk Doroty Gellner pt."Szły raz myszy..." :

"Szły raz myszy na wycieczkę.
Szaroburym szły sznureczkiem.
Nagle pierwsza zapiszczała:
- Ja bym skwerek zwiedzić chciała!
Ja bym chciała zwiedzić skwerek,
bo na skwerku leży serek!
Patrzcie! W serek wbiła ząb -
nikt już jej nie ruszy stąd!


Druga mysz zmęczona sapie:
Muszę sprawdzić coś na mapie.
Ale co to? W mapie dziury?!
Ktoś mi z mapy wygryzł góry,
dwie doliny oraz rzeczkę!
Więc jak mam iść na wycieczkę?
Też zostanę na tym skwerku.
Mój ząb też się zmieści w serku.


W końcu wszystkie tu zostały,
chociaż plany inne miały.
Z apetytem zjadły serek,
resztki mapy na deserek
i pisnęły: - Fajnie było!
Blisko, ładnie, bardzo miło,
tanio było też szalenie...
No i świetne wyżywienie!!!"

Pozdrawiam,Iwona.




Iwona Mierzejewska

Pani Iwono – cudna liryka i, co więcej, z życia wzięta, ja z takimi leniwymi myszkami próbowałem chodzić po górach :)

Pani Ewo – ja literaturę światową dodawałbym od samego początku. Ważne żeby dzieci czytały rzeczy dobre, trafiające im do serca – wszytko jedno przez kogo i w jakim języku napisane. Zresztą obecny zestaw lektur obowiązkowych i dodatkowych literaturę polską i światową przeplata chyba na każdym poziomie nauczania.

Co do lektur zniechęcających do czytania, to oj pamiętam że tak było w moich czasach szkolnych. Ja co prawda pilnym uczniem i molem książkowym będąc większość rzeczy karnie czytałem i nawet jakoś tam w rozumku mym obmyśliwać próbowałem, ale czy to zawsze była najlepszej jakości strawa dla dziecięcego umysłu? Na pewno nie. Niemniej szkołę kończyłem w czasach schyłkowej komuny, od tego czasu kanon lektur jednak przewietrzono, czy teraz nie jest lepiej? Ciekaw jestem opinii, także matematyków, fizyków i chemików, bo przecież literatura jest rzeczą nas wszystkich :)

Marcin Szczerbiński

Faktycznie kanon lektur przewietrzony, poloniści też mają trochę wolniejszą rękę. Molem książkowym też jestem. Czytam i U. Eco, i P. Coelho, i D. Lessing, ale wczoraj w pierwszy dzień ferii zaczęłam M. Szwaję.
Zastanawiam się, czy ta niechęć do czytania młodego pokolenia nie jest zakodowanym w genach buntem przeciwko
literaturze typu '"Czuk i Hek" oraz "Samotny biały żagiel", którą ja musiałam trawić.
Dobrze, że jest możliwość wyboru lektur. Fakt jest trochę lepiej niż było. Może jeszcze trochę więcej kazałabym uczyć się na pamięć, aby ją ćwiczyć. Kiedyś przynajmniej rodzice pilnowali, aby dziecko znało pacierz i tak ćwiczyło pamięć. Pozdrawiam

Ewa Chudy

Mnie akurat “Samotny biały żagiel” podobał się :) Problem miałem ze Ślimakiem i jego nieszczęsną Placówką, choć i w tej książce niektóre fragmenty zapadły mi w pamięć...To też skądinąd ciekawe i ważne, że gusta i potrzeby czytelników są tak różne, więc pewnie i kanon lektur powinien być bardzo zróżnicowany, i powinna być możliwość wyboru lektur. Dobrze że ma ją nauczyciel, o czym Pani pisze, ale chyba też w jakimś stopniu powinien mieć ją uczeń. Nie wszyscy muszą „przerabiać” to samo w tym samym czasie.

Marcin Szczerbiński

Polecam dla nauczycieli klas młodszych wprowadzających litery (choć nie tylko im) książkę Agnieszki Frączek ,,Berek literek''. Zabawna, z pięknymi ilustracjami. Rozwija wyobraźnię.

Ewa Szewczyk

Marcin Szczerbiński

Blog dra Marcina Szczerbińskiego

Pochodzę z Bielska-Białej. W dzieciństwie miałem szczęście wędrować sporo po Beskidach i przeczytać wiele dobrych książek. Osobistych kontaktów z trudnościami w czytaniu i pisaniu miałem niewiele, czym jest dysleksja, dowiedziałem się właściwie dopiero w trakcie zajęć na czwartym roku studiów (psychologia, UJ – ach, piękny Kraków!), lecz problematyka ta szybko mnie zainteresowała. Zdecydowałem się napisać doktorat na temat psychologicznych mechanizmów uczenia się czytania i pisania. Ukończyłem go na University College London w 2001 roku. Przez dziesięć lat pracowałem jako wykładowca psychologii w instytucie logopedii na Uniwersytecie w Sheffield, ucząc głównie psychologii rozwojowej, metodologii badań, statystyki oraz problematyki czytania, pisania i dysleksji. W styczniu 2011 raz jeszcze zmieniłem kraj: obecnie pracuję w instytucie psychologii na uniwersytecie w Cork (Irlandia). Mam też trochę doświadczeń w pracy jako nauczyciel angielskiego, tłumacz i statystyk. Na moim biurku w pracy stoi bursztynowa róża – odznaka honorowego członkostwa Polskiego Towarzystwa Dysleksji, z której jestem bardzo dumny. Pytany o moje zainteresowania naukowe odpowiadam: „Wszystko, co wiąże się z fenomenem czytania i pisania” . O tym też będzie ten blog. Historia pisma; psychologiczne mechanizmy uczenia się czytania i pisania; metodyka nauczania tych umiejętności; analfabetyzm funkcjonalny; dysleksja, dysgrafia i dysortografia, ich mechanizmy, diagnoza i terapia – oto niektóre z tematów, które chciałbym poruszyć. Zapraszam do lektury i do dyskusji!